Poeci. Zmierzch gigantów

Joseph_Severn_-_Posthumous_Portrait_of_Shelley_Writing_Prometheus_Unbound_1845
Standardowy
Magnes I

Magnes I

Poezja jest w agonii. Któż  potrafi dziś bez wstydu zaryzykować i wręcz przyznać się do popełnienia takiego przewinienia jak czytanie poezji? Rzecz jasna nie swojej. I nie mam tu na myśli bezdusznych krytyków, którzy wypełniają swą powinność. Z resztą wcale się nie dziwię. Z pisaniem jest jak z robieniem dzieci – każdy lubi je robić, ale nie każdy bawić. Dzisiejsza poezja jest nudna, pretensjonalna i niezrozumiała. A przecież nikt nie lubi, kiedy robi się z niego kretyna. Na portalach literackich kipi od „wyuczonych” poetów, którzy piszą językiem rozumianym tylko przez siebie. Redaktorzy naczelni, którzy promują taką sztukę uprawiania słowa robią to tylko dla tego, że nie rozumieją tej poezji a przecież nie wypada im się do tego przyznać, bo skoro wdrapali się na panteon literackiej władzy nie mogą skompromitować się przez nieznajomość synonimów, idiomów i idiotów.

Może sprawisz, że na wysypiskach komercji ożyją śmieci
wśród nieskażonych dotykiem rzeczy i sterty rdzawego złomu
- przez krwiożerczych krytyków aborcji poddane poezji dzieci
i dzięki tobie, opluty poeto  wrócą na szczyt panteonu

Nie widać ogonów kolejek w księgarniach za tomikiem poezji. Ci, którzy jednak zjawili się w księgarni zainteresowani są bardziej egzystencjalnym pawiem celebrytów. Nie rozumiem,  dlaczego ale ludzi strasznie interesuje, ile spermy wylało się na łóżka zepsutych przepychem telewizyjnych tłuków i przy okazji ile litrów alkoholu popłynęło  przez zasiedlane pokoje hotelowe. Gdyby sięgnęli po tomik poezji zamiast po biograficznego szmatławca być może dowiedzieliby się czegoś zupełnie podobnego, tyle, że w piękniejszym wydaniu wzbogacając przy tym zasób swojego słownictwa i kieszeń ludzi piszących sercem zamiast upychać siano celebrytom, którym nie brakuje słomy w butach.

Większe ma wzięcie byle, jaki w Tv tłuk.
Wiem, nie wypada, lecz szczera być chcę.
Poezja, choć najpiękniejsza ze sztuk
dla baranich łbów jest zwyczajnie passe.

Szymborska mówiła o tym, jak trudna i niewdzięczna jest praca poety a radość z pisania nie jest zakotwiczonym punktem w ich poetyckim życiu. Mogę się z nią zgodzić i nie. Zgodzę się z twierdzeniem, że poezja to w pewnym sensie fach w ręku i choć nie przepadam zbytnio za jej twórczością liryczną, przyznać trzeba, że wiersze mistrzowsko dopinała na ostatni guzik. Nie mogę jednak zgodzić się z tym, że być poetą to ciężka praca. Kto tak twierdzi, powinien poszukać sobie zajęcia, które daje mu radość zamiast przynosić męczarnię. Wszyscy znamy przecież cytat Konfucjusza :

Wybierz pracę, którą kochasz, a nie przepracujesz ani jednego dnia więcej w twoim życiu.” 

Niestety dopowiedzieć należy, że poezja to nikła szansa na osiągnięcie dochodu. Pomimo fachu jest to nadal niszowa usługa tkania słów. Przy nieograniczonej podaży fekaliów w sieci, telewizji, radiu i księgarniach spada popyt na poezję, a co za tym idzie rośnie ubóstwo gigantów słowa. Potencjalni czytelnicy tłumaczą się deficytem czasu i chronicznym zanikiem funduszy na kulturę w ich budżecie domowym.

Strofy utkał ze wzruszeń.
Poezja – piękna i niewdzięczna praca.
Na tomiki sprzedaje dusze.
Niestety piękno się dziś nie opłaca.

Sztuka pełna sprzecznych emocji musi dać czytelnikowi miejsce na jego własne wynurzenia wniosków i zagłębienia się w myśli. Na litość boską, cóż mnie obchodzą kwiatki, statki i słoneczka, kiedy zalewana jestem falą problemów, osobistych dramatów i własnych rozważań nad życiem? W dzisiejszych czasach pojęcie poezji przestało mieć większe znaczenie. Nie ma znaczenia także jej treść, forma i użyte środki stylistyczne. Dawny patos w poezji wyparła smętna liryka. Dzisiejszych czytelników jest tyle, co na lekarstwo i są bardziej wymagający w stosunku do proponowanych im treści. Publiczność zmienia się w klientelę, a wiadomo, klient ma zawsze rację (?)

Poetą podobnie jak aktorem dziś zostać może każdy. Niestety w obydwu przypadkach nie zawsze ma to wiele wspólnego ze sztuką. Dzisiejsi poeci piszą o sobie i dla siebie. Nikt nie czyta wypoconych monologów na nudne oklepane tematy. Nikomu się nie chce. Ot i przekleństwo współczesnej poetyckiej świty. Ludzie w poezji poszukują pocieszenia dla swego żywota lub choćby zwierciadła, w którym mogą dostrzec cząsteczkę siebie. Poeci przepychają się w swoim środowisku w coraz to wymyślniejszych metaforach, których bywa, że sami nie rozumieją. W pędzie za dosadniejszymi pointami, niektórzy uciekają się wręcz do wulgaryzmów najwyraźniej myląc je ze staropolszczyzną. Niestety znam i takich, których na literackiej ścieżce zgubiło uzależnienie od atramentu w płynie, proszku i muz. Czy poeci, niegdyś uznawani za gigantów sztuki mają szansę przetrwać w dobie współczesności? Głęboko wierzę, że tak.

Ocknie się sztuka, która śni stuletni sen                        

 i rzuca czar na nieszczęśliwie zakochanych.                                      

Ludzie dotychczas nieczuli, oziębli i źli                                       

poczują w zastygłych sercach silny żar poezji.

Oczywiście, jeśli tylko przestaną pisać dla siebie i o sobie, przestaną traktować poezję jak wyścig szczurów w drodze na parnas, a nabiorą więcej empatii i powrócą do pisania o ludziach i dla ludzi traktując poezję jak wybrankę serca, zamiast jako przygodny seks. Poezja jak kobieta – potrzebuje, by otworzyć dla niej serce, wypełnić miłością, podarować odrobinę czułości, garść intymności i morze zainteresowania. Do dobrej poezji wraca się zawsze jak do swojej kobiety. Jeśli liczysz na poetycki orgazm zacznij pisać piórem nasączonym dzisiejszym pragnieniem i tęsknotą, obnaż swoje słabości, odsłoń duszę, odkryj, kim byłeś i jesteś teraz. Nie dla poklasku. Dla siebie. A jeśli tak właśnie piszesz – nie przestawaj, tylko, dlatego, że szydzą sfrustrowani własnymi niepowodzeniami krasno-ludy czy bezowocni doktorzy poezji. Pisz sercem, bo kiedy człowiek doznaje zatwardzenia szyszynki logika i tak spada z głowy na łeb. POETO,  pamiętaj, że JESTEŚ GIGANTEM, a to zobowiązuje!

MAGDALENA KAPUŚCIŃSKA

* Do felietonu zostały wykorzystane fragmenty utworów poetyckich autorstwa Magdaleny Kapuścińskiej

Irek
Standardowy

Gra-w-butelke-premieraW sztuce, tak jak w piłce nożnej, są ligi. Ja, Mrożek i może Różewicz gramy w tej pierwszej. Kilku pisarzy lubię, a kilku uważam za wicechujów  stwierdził kiedyś Ireneusz Iredyński, obok Marka Hłaski najgniewniejszy z młodych peerelowskich  literatów.

Iredyński urodził się w 1939 roku, co potwierdza m. in. arkusz ocen ze Szkoły Podstawowej im. Stanisława Jachowicza w Bochni. Sam pisarz wmawiał jednak wszystkim, że przyszedł na świat nieco wcześniej. Jego ojciec, Antoni Iredyński, przed wojną był urzędnikiem, potem żołnierzem w armii Andersa. Po matce, Aleksandrze Iredyńskiej, ślad urwał się w 1943 roku. Jako Żydówka prawdopodobnie uciekała przed Zagładą i nigdy się nie odnalazła. Matury Ireneusz nigdy nie zrobił, co nie przeszkodziło mu w rozpoczęciu kariery pisarskiej. 

Profesor Jadwiga Staniszkis wielokrotnie dowodziła jego przewagi intelektualnej nad Jackiem Kuroniem, a Stanisław Lem niemal przyrównał go do Fiodora Dostojewskiego. On sam zaś mówił o sobie, że jest pisarzem jednego tematu – przemocy. Ireneusz Iredyński był wybitnym dramatopisarzem i prozaikiem, który pozostawił po sobie nie tylko wiele wspaniałych dzieł, ale również mnóstwo burzliwych wspomnień, którymi można by obdarować niejeden artystyczny życiorys. Lubił grać, irytować, testować poziom tolerancji ludzi na jego zachowania. – Każdy, kto z nim rozmawiał, czuł się w jakimś stopniu zaszczycony – tłumaczyła Dorota Marczewska, córka Teresy, żony Iredyńskiego, w filmie „Errata do biografii – Ireneusz Iredyński” w reżyserii Andrzeja Gajewskiego. I tak rzeczywiście było: bywalcy literackich kawiarni peerelowskiej Warszawy wielokrotnie wspominali sytuacje, kiedy pisarz mówił rzeczy aż do bólu obraźliwe, ale niekoniecznie dostawał za nie po mordzie. W archiwach Instytutu Pamięci Narodowej czytamy, że z racji tego, iż uważano go za niesłychanie utalentowanego artystę, przymykano oko na wiele jego pijackich ekscesów; mimo że – jak relacjonowali tajni współpracownicy – pisarz lubował się w seksistowskich, opierających się na przemocy, niekiedy zwyczajnie chamskich zachowaniach. Jeśli w knajpie spotykał początkującego literata, o którego twórczości nie miał najlepszego zdania, natychmiast wyzywał go od ubeków. Nigdy nie pogardził jednak postawioną przez takiego „ubeka” wódką. Demon zła, perwersyjny, okrutny, polski Genet– szeptano. 

Iredyński do stolicy przyjechał z Krakowa, gdzie mieszkał od czternastego roku życia. Już za młodu wieszczono mu sukces – od krakowskiego związku literatów otrzymał nawet mieszkanie, z którego zresztą bardzo szybko się wyprowadził. Traktowano go jak cudowne dziecko rodzimej literatury. Debiutował wierszem „Podhale zimą”, wydrukowanym w dodatku kulturalnym do „Dziennika Polskiego”. – Jego twórczość niemal od początku wchodziła w dialog z utworami innych twórców polskich i zagranicznych, m.in. Gombrowicza, Poego czy Miltona – stwierdził kiedyś jeden z krytyków literackich. 

Iredyński otaczał się przede wszystkich artystami. Edward Żebrowski opowiadał, że dramaturg był miłym i ciepłym człowiekiem, szukającym prawdziwych przyjaciół. Chodzili wspólnie do popularnego wówczas „Smakosza”, spotykali się na prywatkach. Iredyński poznał w ten sposób niemal wszystkich przedstawicieli pokolenia „Współczesności”, łącznie ze Stachurą i Nowakowskim. Iredyński i Stachura przez jakiś czas mieszkali nawet razem w domu Witolda Migonia. Gdy Stachura popełnił samobójstwo, wieszając się na jedwabnym sznurze, Ireneusz skonstatował jedynie: Skąd ten skurwiel wytrzasnął jedwabny sznur?. Jego zamiłowanie do przekleństw było zresztą powszechnie znane. „Działalność jebalnicza” – tak opisywał swoje przywiązanie do hulaszczego trybu życia. Był obyczajowym prowokatorem i obnażającym ludzką ohydę moralistą. Lirykiem i wiecznym buntownikiem. Poszukiwaczem prawdy. Stefan Kisielewski w swoim „Abecadle” zanotował: Przedziwny. Zabawny. Trochę bandyta, trochę wariat, duży alkoholik. Ale niesłychanie zdolny chłopak. Marek Nowakowski wspominał, że Irka łączyła z „Kisielem” długoletnia i sprawdzona przyjaźń. Poznali się jeszcze w Krakowie. Irek niewielu darzył autentycznym szacunkiem, ale Kisiela na pewno. Pozwalał mu na wycieczki pod swoim adresem i sam trochę się go bał.

Iredyński grał dla ludzi długą sztukę, składającą się z nieskończonej liczby aktów, pełną prowokacji, skandalów, dekadenckich akcentów i błazeńskich min. Był człowiekiem wielkiego talentu, o kuglarskiej łatwości pisania i oryginalnej wyobraźni. Z jego dorobku, obejmującego tomy wierszy, powieści i zbiory opowiadań, największy rozgłos zdobyły sztuki sceniczne.

Pierwsza – i dla wielu najlepsza – powieść Iredyńskiego, „Dzień oszusta”, przysporzyła autorowi tyleż uznania, co kłopotów. Zaczęto ją lansować jako antypowieść i antyfilm. Uznano, że głosi filozofię beznadziejności, rozpaczy, zagubienia i samotności człowieka. Pisarz chciał ukazać obraz skrajnej obcości, zatracenia się w mistyfikacji, co miało być tragiczne, a zostało odebrane jako sławienie rozpasania seksualnego, braku uczciwości i wszelkich postaw amoralnych, a raczej antymoralnych.

 

- Słyszę, jak bije twoje serce. – Ja też słyszę twoje. – Bo mamy jedno. – I zawsze będziemy razem. – Nie przeszkodzą nam ani ludzie, ani ziemia, ani ogień, ani powietrze, ani woda [...]

 

Krótka powieść „Ukryty w słońcu”  to właściwie ballada o wielkiej miłości i o strachu jednego z partnerów przed umieraniem uczucia. Powieść została zakwalifikowana przez odłam krytyki jako książka identyczna z „Dniem oszusta”. Jako niespełna trzydziestoletni pisarz, Iredyński zdążył zakwestionować wszystkie tradycyjne wartości. Pod znakiem zapytania postawił przyjaźń i miłość. 

W 1966 roku Ireneusz oraz jego przyjaciel, reżyser Edward Żebrowski, zostali skazani za usiłowanie gwałtu na 19-letniej dziewczynie. Ktoś wysoko postawiony chciał dokuczyć Iredyńskiemu, więc obaj panowie zostali wrobieni. Złamali go – wspominała przyjaciółka z wydawnictwa. – Walczył jeszcze, ale nie napisał. Z więzienia wyszedł po trzech latach ciszy i zupełnej izolacji. W tym czasie jego nazwisko nie pojawiało się w prasie. Nie drukowano go. 

Popularność zdobył za granicą. W Szwajcarii wystawiono „Trzecią pierś” i „Żegnaj, Judaszu”, w Niemczech – „Jasełka-moderne” pod zmienionym z konieczności tytułem „Stille Nacht”. Iredyński wyjechał z kraju. 2 marca 1972 r. napisał z Zurychu: Posiedzę tu do czerwca, na lato wracam do Polski. Zurych przytulny, sklepów monopolowych sporo, natomiast sklepów z zegarkami jeszcze nie widziałem. Teatr nr 1 Zurychu (a właściwie jego dyrekcja) ma nadzieję, że stworzę dla nich dzieło wybitne. Ja ich z błędu nie wyprowadzam. 

Po powrocie do Polski Iredyński ożenił się z kobietą starszą od siebie, rozwiedzioną ze znanym malarzem. Kupił dom na Mazurach i mieszkanie w Warszawie. Pozbawiony młodzieńczej werwy, siły i wiary, kończył się. Jego gwiazda w kraju gasła. Być może czytelnicy nie umieli zaakceptować obyczajowych prowokacji Iredyńskiego. 

– Irek był facetem zawsze gotowym na kontrę – mówi Migoń. Potrafił być delikatny i czuły, nawet gdy między co drugie słowo wplatał najpowszechniejszy wulgaryzm. Wiedział, że właściwie wszystko można przetrwać, jeżeli człowiek potrafi bronić się przed okrucieństwem otaczającego go świata. Iredyński był człowiekiem nieszczęśliwym. Nie chciał żyć. Pił, bo nudził go komunizm. Nie pił tylko wtedy, kiedy pisał, żeby zarobić. Musiał jednak mieć pewność, że alkohol jest w lodówce. Wiedział, że umrze wcześnie. Zmarł w 1985 roku, a plotka głosi, że jego pogrzeb wyglądał tak, jakby sam napisał do niego scenariusz. Dwaj przyjaciele, którzy zabrali urnę z jego prochami, postanowili oddać pisarzowi hołd, wykorzystując czas przed odjazdem pociągu. Po paru godzinach, w stanie totalnego upojenia,  tłumaczyli się przed milicją, że w tajemniczym naczyniu jest ich przyjaciel. Jeden z przyjaciół Iredyńskiego – Krzysztof Mrozowski dementuje te pogłoski, nie prostując i nie wyjaśniając jak było naprawdę. 

MAGDALENA KAPUŚCIŃSKA

Smaczne wiersze z pieprzem

pożeczka
Standardowy

TYLKO DLA OSÓB DOROSŁYCH +18

christianSchloe

Christian Schloe

Po drugiej stronie powiek

 

 Po drugiej stronie powiek, 

gdzie akcję toczy sen 

przychodzi do mnie człowiek

- jest dla mnie niczym tlen.

 

Po drugiej stronie powiek

od chwil zaledwie stu 

nieznajomy człowiek 

kołysze mnie do snu.

 

Po drugiej stronie powiek, 

gdy dookoła zmierzch

zaskarbił miłość sobie,

do ust się zbliżyć chce.

 

Po drugiej stronie powiek 

miłostki czułe śnię.

Ktoś trzyma moje dłonie

i szepcze : – Kocham Cię.

 

Po drugiej stronie powiek 

- chcę zostać właśnie tam,

gdzie jest mi bliski człowiek

i gdzie  euforia trwa.

 

Sexy woman in lace eye cover and red lips with young lover

Dotyk

Niech Pan me ciało pieści,
proszę miłego Pana.
Wącha, dotyka, całuje
przez szept nocy
do ekstazy rana.

Niech Pan mnie smakuje
a ja …
Ciepłem piersi będę otulać
a Pan …
je chwyci tak energicznie,
by łapczywie ustami przytulać.

Pana spojrzenie
jest takie magiczne,
że budzi we mnie marzenie,
by dotykaną być najczulej.

Przez falę gorącą płynie spełnienie

Prędko!

Zdejmij Pan koszule!

 

pożeczka

Dotyk II

Nic tak nie boli jak dotyk

zadany gwałtem tęsknoty.

 

 

 

 

obraz - Egon Schiele

obraz – Egon Schiele

Obłaskawianie

Rękoma kreślisz kształt
swojego przedmiotu pragnień.
Nie szukasz symetrii –
krzywizny smakują lepiej.
W wieczornej wyobraźni
podążasz za ruchem bioder,
zahaczając o brzeg snu…
Na ostrych skałach
rozbijasz kruche marzenia…
Zapragnąłeś wrócić i zdobyć
mnie jeszcze raz.
Budzisz się gwałtownie
i próbujesz zapamiętać sen.      

 

 

obraz - Ryszard Winczenko

obraz – Ryszard Winczenko

Pocałunek

Delikatnym wyrazem pożądania
rozpraszasz złe zaklęcia i czary.
Nasze duchy jednoczą się
w pasyjnym rytuale.
Nadajesz mi niezwykle życiodajną moc
jednym pocałunkiem -
tchnieniem duszy
serca spajasz w miłość
pragnąc uniesień w szale.

 

10363542_495529733923997_7474289174391560787_nLubię

Lubię powracać
do naszych przestrzeni,
do pijanych brzóz.
Widzieć, słyszeć i czuć.

Lubię podążyć
za Twoim pragnieniem,
cieszyć widokiem,
gdy spijasz soki z ud.

Lubię gdy wołasz
palca skinieniem,
wymowną ciszą.
Gdy szepniesz :
– tak mi rób…

Lubię, gdy klękasz
do wspólnej modlitwy,
a ja doznaje
boskich kilka razy.
Lubię, gdy twarz
naga od brzytwy
zbłądzi w moje
mistyczne ekstazy.

Lubię zwyczajnie
być każdą przyczyną
chemicznych wiązań,
fizycznych reakcji.
Lubię normalnie
być Twoją dziewczyną,
ekstra pociągiem
do właściwej stacji.

Lubię kiedy kwiat
kobiecości zraszasz
i w jądrze rozkoszy
zanika logika.
Lubię, gdy pod skrzydła
mnie swoje zapraszasz.
I odlatuję
gdy Tobą oddycham.

 

interpunkcjaInterpunkcja

z fizycznego punktu widzenia

Zwilż niecierpliwe palce,
by w sztuce kochania przewrócić stronicę.

Zanurkuj w średniki,
niech koronka rozkoszą szeleści.
Wejdź na mój szczyt po drabinie,
w której szczebli już nie zliczę,
gdy językiem poprawnej polszczyzny
przecinek będziesz pieścił.

Pomiędzy wersów szyny
wsuń powagą spocony intelekt
i zostań wykrzyknikiem
w skropionym poezją grzesznym ciele.

Bądź pierwszym i ostatnim
współautorem treści, który
wypełni we mnie wszystkie
ukryte 
cud przestankowe dziury.

Wstrzel się w soczystą pointę,
gdy znaki interpunkcyjne Ci obce,
– nadaj mi rytm i akcent
Zatrzymując język na kropce.

Ps.
A tak pomiędzy nami
bez zbędnego cudzysłowu
w przytulnym nawiasie 
mam ochotę … Znowu!
Po dwuznaczności
wielokropka
w podaniach bez liku
stworzyć nowe słowo.

Tylko postaw pióro
raz jeszcze 
na świeczniku.

 

 

 

 

Roberto Ferri

Roberto Ferri

Andromeda

W amfiteatrze wyostrzonych zmysłów,
w zgiełku skandujących pragnień
daj się wciągnąć w grę poetyckich słów
lub choć dramat na erotyk zamień .

Ucho wyłapuje łańcuchów zgrzyty,
uwalniasz ze stresów dnia twarz
usta spowite jękiem, oczy zachwytem
i wielką ochotę na główny angaż masz .

Głodny żaru, który głęboko drzemie
karmisz się ciałem oblanym grzechem.
Ujarzmiasz smoka – niewoli brzemię,
mieczem z przyśpieszonym oddechem.

Perseuszu, spisałeś się na medal!
W jednej rozkosznej chwili cała galaktyka,
jej gwiazdy i królowa Andromeda,
budzą się do życia zanurzone w dotykach.

 

znajdzZnajdź klucz

Dotykaj gdzie chcesz,
całuj i bierz.
Mocno trzymaj za dłoń,
kochaj i sobą chłoń.
W mdławym świetle księżyca
wspólne fantazje przemycaj.
Znajdź klucz do serca
otwórz nim duszy wrota,
porwij niczym wiatr,
którym miota tęsknota.
Uwolnij smoka,

ugaś pragnienie,

pokaż, że kochasz  

prawdziwe szalenie.

 

 

Ryszard Winczenko

Ryszard Winczenko

Dekret ust

Biała suknia rozświetliła bezsenną noc
wdzięcząc się w poświacie księżyca.
Skąpałeś w jeziorze życia mego mrok
przeglądając się zachłannych źrenicach.

Podaruj mi smak mokrych warg
nim zbudzi nasze pragnienia chłód.
Naciągnij zmysłów delikatną strunę
zgodnie z zapisem sercowych nut

a złożę na Tobie pieczęć dekretem ust,
niech będzie to moja przysięga.
Wypełnię szaleństwem resztę nocy i dni
tańcząc w deszczu w białych sukienkach.

 

sukienkaBurza

Stęskniona silnych ramion tak
przymykam rozmarzone oczy
– już czuję ust grzesznych smak.
Och, gdybyś mógł to, co ja poczuć.

 

 

Wyobraźnię rozhuśtała burza,
sukienkę porwał namiętności prąd,
w kałuży rozkoszy się nurzam.
Myślałam, że przyjdziesz. No, co ?

Złudzenia wraz z Tobą prysły,
psotny wiatr kołysze nagimi biodrami,
mocnym podmuchem pieści zmysły,
choć niegdyś hulał pomiędzy nami.

Gniewne spojrzenie w zdjęcie ciskam.
By ugasić pragnienie modlę się o deszcz.
Wczoraj tonęłam z rozkoszą w uściskach
a dziś białą sukienkę zmoczył strumień łez.

 

11219350_693527750790860_4281967307891886109_nOrgano-leptycznie

Schowaj moje troski
do szafy organowej.
Niech rozbrzmiewa
akustyka
ust spragnionych
pocałunków.

 

 

Posadź niczym królową
na kontuarze,
wczytaj się w partyturę,
na pięciolinii dwóch
pełnych nut
w mlecznym barze.

Odszukaj kreskę taktu,
by rozbudzić dynamikę,
sprawdź zapis metrum
miarą gorących szeptów.

Zagraj językiem preludium,
niech zapiszczy wena,
odtwórz dźwięk zmysłów,
chcę poczuć
pragnienie miłości
jak u Sand i Chopina.

Niech zatańczą marzenia
splecione w ciał suicie,
zaklęte w ruchu
spragnionych dotyków
niecierpliwych rąk.
Byśmy miłością spłonęli
od ognia namiętnego
w ekstazy szczycie.

Szepty zabrzmią akordem,
wzbogacą barwę ognia,
wzmocnią każdy ton,
każdy wspólny dźwięk,
wydobędzie ze mnie
skryty na dnie duszy
zachwytu jęk.

Połączmy się
w trakturze
sześćdziesiąt kilka razy,
fugując w orgazmy.
Naciśnij głębię duszy,
rozbudź we mnie fantazję,
uśpij moje marazmy.

Trącaj moje dzwonki,
ustaw miech pomiędzy
wydatnymi piersiami,
ścisz wyznania ton,
by usłyszeć moją
pieśń nad pieśniami.

A teraz odwróć mnie
by różowe zwieńczenia
się postarały
i wydobyły pisk pożądania
rytmicznie uderzając
o manuały.

Ps.
A jeśli Cię oczaruje
zaczarowana flecistka
któraś
i rozdupczy Ci organy.
Wiedz, że spłonie
miłości partytura,
i przepadniesz w iluzji
mój ukochany.

 

 

tęsknoW Twoich ramionach

Tęsknię za spacerem Twoich palców
po ścieżkach fizycznego spełnienia.
Otocz mnie silnym ramieniem,
zetrzyj deszczem z ust

ślady cierpienia.

Chcę zapachu skóry,

którym będę kołysana,
chcę ciepłem serca być szczelnie otulona.
Podaruj mi całą noc

od zmierzchu do rana
przespaną szczęśliwie

w Twoich ramionach.

 

10647128_540044682805835_3355951601867670045_nWilk i owca

Ostrzegali owcę,
że wilk sprowadzi
ją na manowce
a tymczasem …
Wilk syty i owca cała.
Pożerał ją zawsze,
kiedy tylko chciała

 

 

olga prokop

olga prokop

Pociąg w bezsenność

Pieszczę fantazję swojej krainy
przemierzając głębiny wyobraźni.
Od Tamagaskaru po endorfiny
nie raz przekraczając granicę jaźni.

Korzystając ze zmysłowych środków lokomocji
wędruje samotnie, pociągiem po szynach z ud.
Docieram do szczytów własnych emocji,
do stacji, gdzie erotyczny ściera się cud.

Napędzona parą z emocji lokomotywa
ruszyła spragniona w szalonym pędzie.
Do odkrywania szczytów mnie wzywa
pędząc po stacjach póki nie zdobędzie.

Pędzi nieposkromiona, tak gwałtownie
jakby pragnęła wpaść w urwisko.
Szyny z pędu drżą śmiało i cudownie.
Otwarte już prawie na wszystko.

 

Krzysztof Seński

Krzysztof Seński

Kuźnia rozkoszy

Pragnął na swych palcach
tkać jedwabną nić z jej złotych włosów,
więc kuł żelazo póki gorące.
Zapragnął zostać kowalem jej losu.

 

 

Całymi dniami pisał do niej listy.
Nocą rozmarzony, spracowany kowal
kuł w swoich lubieżnych myślach,
jej apetyczne krągłości i twarzy owal.

Przywiązał łańcuchem myśli,
klucz od kłódki starannie schował,
każdym uderzeniem młota
rozkosz w kuźni wciąż potęgował.

Rozpalił wśród ud palenisko,
rozgrzał spragnione ciało do czerwoności,
by zatopić w niej swój miecz,
zatonąć w czułych objęciach  po całości.

Wrzały w ekstazie ich ciała.
Uwięziła go pomiędzy ud kleszcze,
miecz , wypuścił ciekłą stal,
a ona głodna domaga się jeszcze.

Rozmarzył się kowal – mogłaby …
Zostać kruszcem najcenniejszym w kuźni
lecz inny młot już ją kształtował.
Kowal za długo zwlekał, trochę się spóźnił.

 

 

mkapuścińska

mkapuścińska

Bierz mnie tatarze

Bierz mnie tatarze,
bo gotuje się w mym garze.
Ty dzikusie,
ulegnij pokusie.
Zrobię wszystko co mi każesz

Nic bardziej nie pasuje do Tatara,
choć zbyt dużo czasem jaram.
Setka,
Poetka,
Trochę śpiewu i gitara.

A więc … bierz mnie tatarze,
uwiedź mnie wódką przy barze
Będę twoją niewolnicą,
anielicą i diablicą.
Zanim północ wybije na zegarze.

Nie przyszło mi do głowy,
że tatar jest zbyt surowy.
Nie chce mnie?
Nie, to nie!
Dalej ruszam na łowy.

 

10259772_495520470591590_3155073525232394073_nPopłyniesz?

– Odważysz się podjąć wyzwanie?
Uciszysz morze? Popłyniesz?
Będziesz targany przypływami,
Lecz nie boj się, nie zginiesz!

Wśród mokrej, puszystej piany
Głodnymi palcami szukasz orzecha.
Dopłyń tratwą do Tamagaskaru,
– tam Cię zwycięstwo czeka .

Tak więc przemierzasz
mojej wanny głębiny
gniotąc pierś w dłoni
jak kulkę z plasteliny.

Suniesz kanałem rozkoszy
swoim niszczycielem.
Podpływasz i już mnie masz
i  zdobywasz razy wiele.

 

Całuj mnie, całuj

Całuj rączkę, kark mój całuj
- pieszczot mi nie żałuj.
Całuj piersi i ramiona
- niech z miłości konam.
Z ust zliż czerwień całą
i … Pozostaw czystą, białą.

 

 

Alina Sibera

Alina Sibera

Jesteś jak słońce 

Nie wiem czy to od słońca
czy z tęsknoty płonie
moje ciało pół nagie

paradujące

po balkonie.
Rozwarłam nogi i liczę,
że słońce…
Wypełni mnie

po najgłębsze tajemnice.

 

Powrót Króla

Nie witał do niej
od kilku dni
aż nagle stanął
tuż u jej drzwi.
Udami jak pasem cnoty
oplotła jego klejnoty.
– Królu, mój królu,
pieść mnie do bólu.

 

gniew oceanuGniew oceanu
Raz przyjemna i ciepła,
raz zimna i okrutna.
Potrafię zburzyć spokój
i dobrze głowę zmyć.
Nieprzychylne to światło
lecz prawda smutna:
- nie umiem wobec Ciebie obojętną być!
Nie powstrzymam emocji głośnego szumu
- zbyt wartkim strumieniem płyną.
Nie do okiełznania dla marynarzy tłumu,
gdy są kierowane potężną miłości  siłą.
Z szyderczym uśmiechem szepnę na ucho Panu
- zmąciłeś spokój w stawie pomimo próśb i starań
wywołując potężny we mnie gniew oceanu.
Więc się przekonasz, co znaczy Niagara.

Wypuszczasz niszczycieli i przykrości pełne łodzie
lecz żyć beze mnie nie umiesz – przyznaj!
Bądź Pan z sercem i z sumieniem w zgodzie
inaczej osiądziesz na tłumionych uczuć mieliznach.

Może nadejdą jeszcze szczęśliwe dla nas noce,
choć zbraknie na czarnym bezkresie księżyca.
Może będę podnosić się i opadać w uniesień zatoce,
by energią wodnego żywiołu ziemię w płodność zasilać.

Może szepniesz na ucho – kocham Cię Meg
w przesmykach ud sprawdzając lepkość i ciecz,
a ja… będę rozbijać dwie fale o serca brzeg,
by w przypływie życia wypluć zatopiony miecz.

 

 

alchAlchemia miłości
I stało się coś, 
co nie zdarza się co dzień…
Przeniknęła mnie rzecz subtelna
uszlachetniając ołowianą naturę.
Zjednoczyła ciała, dusze i serca
w zmysłowej wspólnocie.Przybiera paletę wrażliwości
przechodząc emocji alchemię.
Z łańcucha tęsknoty
serce wyrywa się nieposłusznie.
Duszę się, gdy braknie Cię przy mnie.
Tak! To objawy miłości.Nasza miłość jest darem, 
tchnieniem od życia zesłanym.
Mistrzowie słowa, 
a jednak … Potrafimy bez słów
nadawać na jednej fali.

ambroAmbrozja
Za paznokciami został ślad
niedopieszczonych fantazji,
więc spragnionymi rękoma
sięgasz po smaki ambrozji.Maliny prosto z krzaka
- słodkie, choć spocone słońcem 
i nęcący w nos zapach,
przez który szaleje serce.Jednym spojrzeniem omiatasz
kosz zakazanych łakoci.
Ambrozję palcem wyjadasz,
by apetyt mój wyostrzyć.

 

P_20170202_155518_1Kosmiczny głód

Przez uda rozwarte na oścież
niczym drewniane okiennice
uwalniam aromat miłości
i kuszę nieodkrytym kosmosem.

Dłoń błądzi w tunelu zdarzeń, 
w niezbadanej dotąd otchłani
i wpada do czarnej dziury 
nie chcąc się wydostać za nic.

Wyważam eksplozją euforii
zbyt ciasne zmysłów korytarze,
gdzie zegary tracą znaczenie
na korzyść wyuzdanych marzeń.

Cierpię na kosmiczny atak głodu,
kiedy opadły opary złości.
Proporcjonalnie zaschło w gardle
do wzrostu pragnienia emocji.

 

setkapoetkaDrżę  

Jest mi zimno, drżę
albo to Ty …
Drgasz we mnie cały

będąc jedynie westchnieniem,
muzem niedoskonałym.
Mógłbyś mnie ogrzać 
jednym dotykiem
jednym wspólnym oddechem.
Mógłbyś opuszkiem palca

doprowadzić
do zatarcia naszych granic.
Lecz nie chcesz być odkrywcą.
Nie chcesz, za nic.
Potęgujesz głód 
wywołując drżenie z nienasycenia.
Ikrzą nawet spojrzenia między nami,
choć Ty w emocjach zimny jak lód,
niezachwiany niczym skały.

Rozpal pożar pocałunkiem,
bezszelestnie pod kołdrę wsuń dłonie,
tak by w eksplozji pragnień
zabawić się w dwa ognie.
W naszym jutrze jeszcze półmrok,
nasączony cierpkim pragnieniem
Jest mi zimno, a Ty …
Okrywasz mnie jedynie cieniem.

 

Kołysana szmerem wzajemnych skarg
zasypiam samotnie w zimnej pościeli,
chłód pieści mój zmęczony kark
już od poprzedniej niedzieli.

 

 
 
 
 

MAGDALENA KAPUŚCIŃSKA 

 

 

Agnieszce Osieckiej, wielkiej damie piosenki, niezłomnej satyryczce, mistrzyni słowa – Magdalena Kapuścińska

z12631538QAgnieszka-Osiecka-620x420
Standardowy

Agnieszka_Osiecka__1987U pana Boga w ogródku  

Skrzętnie chowała na dno szuflady
wszelkie niepowodzenia.
W sercu silnie zakotwiczone zdrady,
ból nie do zniesienia.
Była roztańczoną iskierką w tunelu,
rozpalała zmysły i ciała.
Garstka jej nienawidziła, kochało wielu
– tak ich oczarowała.

z12631538QAgnieszka-Osiecka-620x420Dziś u Pana Boga w ogródku
w kapeluszu słomkowym
pieli duszę ze wszystkich smutków
upuszczając pamięć z głowy.
W pamięci utknął zapach z rana,
świeżo skoszonej trawy,
smak zdradzieckiego szampana
Osieckai inne ziemskie sprawy.

Zabiła czas, uśpiła cierpliwość,
umierała z emocji głodu,
Pragnęła poczuć, co znaczy miłość…
Aż trafiła do rajskiego ogrodu.
Dusza od łez moknie
a on samotny, białych ramion spragniony
co wieczór płaci w oknie
wystawiony za miłość rachunek słony.

Osiecka3

* Wielkiej damie piosenki, niezłomnej satyryczce, mistrzyni słowa – Agnieszce Osieckiej w dwudziestą przykrą dla całych pokoleń rocznicą śmierci ( zm 07.03.1997r.)

MAGDALENA KAPUŚCIŃSKA

W Gazecie Kulturalnej nr 3/2017  znajdziecie Państwo także moje wspomnienie o Agnieszce Osieckiej. Zapraszam do lektury !

link do pobrania gazety
http://gazetakulturalna.zelow.pl/index.php/biezacy-numer-3

link do artykułu
http://gazetakulturalna.zelow.pl/images/stories/pdf/3_2017_19.pdf

link do dokończenia
http://gazetakulturalna.zelow.pl/images/stories/pdf/3_2017_24.pdf

 

 

Wybrane wiersze miłosne

w Twoich ramionach
Standardowy

Kiedy gasną światła

Kiedy gasną światła dnia

i noc przykrywa nas mrokiem

pozwalam, by moje „ja”

ciszą zapukało do okien.

Wtedy… Tonę

we wczorajszych umizgach

zaślepiona pragnieniem,

ogłuszona pochlebstwem.

Szaleńczo zakochana bez granic

Daremnie, bez sensu.

Na nic!

 

Świt

Nawet najkrótszy
nasz wspólny świt
wart jest każdego zachodu…

 

Kamyk

Znalazłeś mnie na straganie rozmaitości.

Intuicyjnie wyciągnąłeś rękę

po kamyk uwięzionych skrajnych emocji.

Strzegłeś mnie jak źrenicy oka

przekonany, że jestem prawdziwym diamentem

wśród miliona tanich podróbek.

Ściskałeś mocno w dłoni…

Lecz potknąłeś się o nieprzychylność losu

oślepiony blaskiem cyrkonii.

Wypadłam z Twoich rąk

– przepadłam jak kamień w wodę.

 

Oblicze miłości

Wobec jej oblicza stajesz się głupcem.

Eksplozji uczuć przewidzieć nie sposób,

ani dwóch światów ujrzeć pogranicza.

W jednej chwili …

Z bogacza stajesz się biednym kupcem.

Nie pojmiesz miłosnej magii,

choć w mądre zwoje ubrany.

 

Wobec oblicza miłości stajesz się nagim.

 

Drżę  

Jest mi zimno, drżę

albo to Ty …
Drgasz we mnie cały

będąc jedynie westchnieniem,
muzem niedoskonałym.
Mógłbyś mnie ogrzać 
jednym dotykiem
jednym wspólnym oddechem.
Mógłbyś opuszkiem palca doprowadzić
do zatarcia naszych granic.

Lecz nie chcesz być odkrywcą.
Nie chcesz, za nic.

Potęgujesz głód 
wywołując drżenie z nienasycenia.
Ikrzą nawet spojrzenia między nami,
choć Ty w emocjach zimny jak lód,
niezachwiany niczym skały.

Rozpal pożar pocałunkiem,
bezszelestnie pod kołdrę wsuń dłonie,
tak by w eksplozji pragnień
zabawić się w dwa ognie.

W naszym jutrze jeszcze półmrok,
nasączony cierpkim pragnieniem
Jest mi zimno, a Ty …
Okrywasz mnie jedynie cieniem.

 Kołysana szmerem wzajemnych skarg
zasypiam samotnie w zimnej pościeli,
chłód pieści mój zmęczony kark
już od poprzedniej niedzieli.

 

Wyrazy miłości                                                     

Serce przekazuje wyrazy miłości

bez użycia słów.                          

Cichy język

otwartych na siebie dusz.

Zmysł prowadzi ich w wieczność

zatapiając w głęboką więź.          

 

Bądź moim aniołem

Bądź moim aniołem ,
skryj mnie pod swymi skrzydłami.
W moje serce zranione i gołe
tchnij życie  złotymi ustami.

Odkryj ze mną przeznaczenie,
poczęstuj różowym promieniem miłości.
Bądź moim aniołem, bądź natchnieniem,
niech szczęście u wrót serca zagości.

Bądź moim aniołem stróżem.
Przed złymi ludźmi ochroń mnie.
Odsuń ode mnie chmury i burze.
Nie odmawiaj, nie mów „NIE”.

Bądź moim aniołem, służ mi pomocą,
spróbuj uśmiechem radość mi dać.
Otul ciepłem gdy zmarznę nocą,
podaruj mi powód by rankiem wstać.

 

Zimowy poranek                       

Myśli tańczą ze wspomnieniami

w szaleńczym korowodzie.    

Po wyczerpujących pląsach

daje znać o sobie nostalgia. 

Tuli mnie w ramionach cisza.     

Duchota samotności utrudnia zasypianie.  

Projekcje sztucznie utrzymują przy życiu.                           

Lustra duszy zaparowały,    

smutek skroplił się w kącikach.                        

Zimowy poranek

miał być preludium miłosnego uniesienia. 

Ale nie jest!                                   

Bo Ciebie w nim nie ma.

 

Zapach mężczyzny           

Otulasz moje zmysły                  

niczym ulubione perfumy         

potem… Ulatniasz się jak sny.   

 Łaskoczesz w nos wspomnieniem.

Czasem gdzieś wyparujesz,  by

niespodziewanie

przypomnieć o sobie feerią uczuć.    

Bywa, że mam ochotę 

zamienić słodki sentyment,

dyskretną obecność i nachalny wdzięk

 na coś bardziej szalonego.                                  

Wśród nowości  rynkowych

szukam feromonu,

 który mnie zniewoli. 

Wytrzymałość Twoją testuję 

zachwycam się nieśmiało. 

 

Lecz zawsze sięgnę koszulę

- to zapach  mężczyzny,

którego teraz mi  brakuje.  

 

Dotyk II

Nic tak nie boli jak dotyk

zadany gwałtem tęsknoty.

 

Pocałunek

Delikatnym wyrazem pożądania
rozpraszasz złe zaklęcia i czary.
Nasze duchy jednoczą się
w pasyjnym rytuale.
Nadajesz mi niezwykle życiodajną moc
jednym pocałunkiem -
tchnieniem duszy
serca spajasz w miłość
pragnąc uniesień w szale.

 

Lubię

Lubię powracać
do naszych przestrzeni,
do pijanych brzóz.
Widzieć, słyszeć i czuć.

Lubię podążyć
za Twoim pragnieniem,
cieszyć widokiem,
gdy spijasz soki z ud.

Lubię gdy wołasz
palca skinieniem,
wymowną ciszą.
Gdy szepniesz :
– tak mi rób…

Lubię, gdy klękasz
do wspólnej modlitwy,
a ja doznaje
boskich kilka razy.
Lubię, gdy twarz
naga od brzytwy
zbłądzi w moje
mistyczne ekstazy.

Lubię zwyczajnie
być każdą przyczyną
chemicznych wiązań,
fizycznych reakcji.
Lubię normalnie
być Twoją dziewczyną,
ekstra pociągiem
do właściwej stacji.

Lubię kiedy kwiat
kobiecości zraszasz
i w jądrze rozkoszy
zanika logika.
Lubię, gdy pod skrzydła
mnie swoje zapraszasz.
I odlatuję
gdy Tobą oddycham.

 

Dekret ust

Biała suknia rozświetliła bezsenną noc
wdzięcząc się w poświacie księżyca.
Skąpałeś w jeziorze życia mego mrok
przeglądając się zachłannych źrenicach.

Podaruj mi smak mokrych warg
nim zbudzi nasze pragnienia chłód.
Naciągnij zmysłów delikatną strunę
zgodnie z zapisem sercowych nut

a złożę na Tobie pieczęć dekretem ust,
niech będzie to moja przysięga.
Wypełnię szaleństwem resztę nocy i dni
tańcząc w deszczu w białych sukienkach.

 

W Twoich ramionach

Tęsknię za spacerem Twoich palców
po ścieżkach fizycznego spełnienia.
Otocz mnie silnym ramieniem,
zetrzyj deszczem z ust ślady cierpienia.

Chcę zapachu skóry, którym będę kołysana,
chcę ciepłem serca być szczelnie otulona.
Podaruj mi całą noc od zmierzchu do rana
przespaną szczęśliwie w Twoich ramionach.

 

Euforia

Wiedziona przez tęczowy ogród
ze zmrużonymi od słońca oczyma
nie widzę wiele lecz miętowo czuję
jak dłoń moją pieszczotliwie chwytasz.

Czuję niezwykłą woń kwiatów dookoła,
odkrywam feerię szczęśliwych zapachów.
Wiatr huśta myślami po fantazji polach
– brnę w ogród rozkoszy pozbawiona strachu.

Za Tobą aniele podążam radosnym krokiem,
ściskając w obu  garściach zaufanie,
by poczuć miłość przed życia mrokiem.
Powiedz  jak nazwać  euforię? Zakochaniem?

 

Zapach królowej

*fragment

Rozpromienieni uczuciem
w grudniowym spleenie,
król z królową tańczą tango.
A razem z nimi
ogień w kominie.
W czerwonej sukni,
na wysokich szpilkach
porusza się zgrabnie
niczym zalotna łania.
Z każdym krokiem w tangu
rąbek tajemnicy
przed królem odsłania.
Z pierwszą nutą tanga
zapada królowi do głowy
zapachowa nuta królowej
– olejek sandałowy.
Nozdrza czule trąca
jaśmin, róża, paczula.
Ten zapach go pociąga,
zmysły pieści, węch otula.
Skłaniają się ku siebie ich serca
u zetknięcia monarszych głów.
Posłała mu promienny uśmiech
po tęczy z czułych słów.
Wystarczył zapach, mała iskra
i nastąpiło porozumienie dusz,
serca jednym rytmem zabiły,
jedno spojrzenie i stało się już.
Ich spojrzenia rozpalone jak świece,
roztańczone cienie głodne dotyku
z pasją jak  węże się wiły.

 

Jednorożec

Niegdyś dziki jak mustang,
szaleńczy, porywczy,
bez samokontroli…
W pobliżu królowej łagodnieje,
zasypia,

poddaje się jej woli.
Skuszony słodkim

z rąk królowej granatem,
przelał bez reszty

 morze niewinnej miłości.
Wobec królowej

stał się bezbronny zatem.

Choć pocą się i krzywią z zazdrości
dworskich dam i magików skronie
nie da się im jednorożec schwytać,
ukazuje się tylko królewskiej matronie.

 

Wiosna

Słońce zagościło w moim sercu,
Zaprószyło ogień od środka.
Iskrzy tak wielkim uczuciem …
Usta  pieści jak beza słodka.

I choć serce zamknęłam przed światem
złociste słońce żelazne drzwi stopiło.
I choć myślałam, że serce zmrożone
poczułam w nim ciepło, że aż miło.

Rozjaśniło moje zachmurzone myśli,
stopiło lód emocji promieniem gorącym.
– Wcześniej nikomu się to nie udało
choć próbowali na sposobów tysiące.

Brzemienna natchnieniem

Gdzieś w Trójmieście na balkonie
królowej Magnes serce  płonie.
Szukając ratunku, wołając – pomocy!
– Rzuca się naga z balkonu po nocy.
Licząc, że Muz rozłoży dla niej dłonie.
-wszak  był jej to  winien.
Pośpiesznie złapać ją powinien
zanim rozpęta alchemiczną burzę,
nie mogąc czekać ani chwili dłużej.
Więc stanął Muz u balkonu niczym Romeo.
I cóż mogło być dalej ?
Spłodzili wspólnie mistrzowskie arcydzieło.
Zbudził go księżyc znikający o świcie,
puentując:
– ależ namieszałeś w poezji kobicie!
I odszedł Muz wielce zawstydzony
poszukać innej … poetycko płodnej żony.
A ona brzemienna w jego na…tchnienie
rodziła dalej filozoficzne kamienie.

 

Północ- Południe

Południe ustawia igłę magnetyczną,
by namierzyć w Północy siłę kosmiczną.
Azymut w kompasie właściwie wyznacza,
na północne terytoria z impetem wkracza.

I za chwilę zacznie się starcie,
Południe na Północ ma parcie.
I z uśmiechem łaskawej fortuny
zderzą się dwa tak różne bieguny.

Czekam niecierpliwa okrutnie,
aż zderzy się Północ z Południem.
Gdy Północ księżycem noc ścięła
Południe zabrało się do dzieła.

Wytoczyła niebezpieczne, miłosne działo,
skąpała w morzu rozkoszy północne ciało.
Krew w Północy się zagotowała i wrzała,
rozpalona Południem o łaskę prosiła omdlała.

Choć toczyli wojnę na śmierć i życie,
tak naprawdę kochali się cały czas skrycie.
Stała się Północ miejscem gdzie najgoręcej
rozżarzone ciało, prosi o garść miłości więcej.

 

 

Gdzie dom Twój królu

Nie dom Twój, gdzie zamek stoi
i pilnuje go rycerz w zbroi
lecz tam gdzie wierna królowa czeka
męża na koniu wracającego z daleka.

Nie dom Twój tam, gdzie owoc się mieni
lecz na Twój widok dziewczę czerwieni
spragniona silnego  dotyku miłości,
– jej tęsknota dowodzi Twojej wielkości.

Nie dom Twój tam, gdzie matka woła,
lecz tupot małych stóp dookoła.
A najpiękniejszy widok każdego ranka
– na Twym ramieniu  śpiąca kochanka.

Tu jest Twój dom, dom ukochany,
gdzie gotów żeś spędzić  żywot swój cały
dziękując Bogu za poranki w blasku słońca,
za jej filuterne spojrzenie i miłość bez końca.

 

* Romantykom z butów wyrastają kwiaty,

materialistom zawsze wystaje słoma

 

MAGDALENA KAPUŚCIŃSKA

Lubię ...

Lubię …

Brzemienna tchnieniem

Brzemienna tchnieniem

dekret ustw Twoich ramionach

rys. Paweł Chwesewicz

rys. Paweł Chwesewicz

maliny prosto z krzaka

PRZYJACIELE SĄ JAK CICHE ANIOŁY

Wieszczki - Paweł Chwesewicz "Pablo"
Standardowy
DOROTA BRYLSKA mój cichy anioł , radomska poetka, wspaniała kobietka  obraz - Paweł Chwesewicz "Pablo"

mój cichy anioł
obraz – Paweł Chwesewicz „Pablo”

MÓJ CICHY ANIOŁ  *DOROCIE BRYLSKIEJ z okazji urodzin

Kiedy słyszę zaledwie szept,

co płynie  z Twych drżących ust                              

to już wiem, że przygniata Cię grzech

i proszę … Nie ściemniaj mi tu.                                

Nie znamy się przecież od dziś,                              

podejdź, do serca się przytul.                                    

Zostawiam  Ci  otwarte drzwi                                    

 - podziel się żalem po cichu.

 

A jeśli jesteś gdzieś tam,                                                                          

gdzie sięgnąć nie możesz wzrokiem                                                         

To nic…Dobre wieści mam,                                                                        

jak ptak zaglądam do okien.                                                            

Oddałam Ci swoje serce,                                                                                 

mogę oddać też skrzydła,

bo PRZYJAŹŃ oznacza więcej,                                                        

niż słowa w mądrych wierszydłach.

 

Gdy wyciągam po pomoc dłoń                                                                      

i na wybawienie czekam

bo serce znów złamał mi ktoś,

kto wspólne życie przyrzekał.                                                                  

Gdy przytłaczają mnie te dni                                                                        

i z płaczem wykręcam numer…                                                                  

Nie płacz maleńka – mówisz mi –                                                        

czekaj! Już do Wielunia frunę .

 

MAGDALENA KAPUŚCIŃSKA

filing_images_012bce880d1dprzyjaciele-to-nasze-anioly-ktore-z

Dziennik Snów Magdaleny Kapuścińskiej / Wiersze wybrane

okładka Dziennik Snów
Standardowy

Poza marginesem dnia margines

Poza marginesem dnia
obnażam myśl ze słabości,
by ubrać się w słowa dwa
za kotarą codzienności.

Plączę wymiary wyobraźni
zanurzona w bryzie wspomnień.
Rozdarta coraz bardziej
gdy wygasł wczorajszy płomień.

Czkawki doświadczeń już finał,
przestał skurcz gnębić przeponę.
Najwyższy czas już chyba
w księdze życia przewrócić stronę.

Zofia Kownacka (matka Magdaleny Kapuścińskiej); w  wózku sama poetka ;)

Zofia Kownacka (matka Magdaleny Kapuścińskiej); w wózku sama poetka ;)

 

Mojej wspaniałej mamie – Zofii Kownackiej najwspanialszej i najsilniejszej kobiecie

Mamo !

Po nocach mi się śnisz,
ze spuszczonymi oczyma.
Czy w cierpieniu tkwisz ?
Powiedz. Za rękę Cię potrzymam.
Zawsze czuję twoje smutki,
chcę byś o tym wiedziała.
Choć myślisz, że jesteś sama, 

sercem cię będę wspierała. 

Twoja satysfakcja była mi celem.
Wymagałaś ode mnie więcej niż Bóg.
Najbardziej wdzięczna jestem za to,
że pchałaś mnie naprzód zacierając skrót.
Tęskniłam nieraz za Twoim ramieniem.
Przyznam, zazdrosna byłam o moich braci.
Nie wiem dlaczego, tak bardzo się bałam,
Twoją miłość mamo, bezpowrotnie stracić.
Nigdy niczego nie wymagałam od ludzi,
nigdy o nic nie prosiłam. Ty mnie nauczyłaś.
Choć tabun przyjaciół wokół siebie miałaś,
tylko i zawsze na siebie liczyłaś.
Gdy chorowałam – wiele razy klękałaś,
lecz to ja powinnam pochylić się przed Tobą.
Mamo! Za to, że życie mi podarowałaś…
– Kocham Cię.

mroczne-kobieta-aniol-skrzydlaŚlepa ulica

Zabierz mnie Panie
z beznadziejnego mostu,
który łączy ziemię z niebem
albo przytul mnie
tak po prostu
i nakarm miłością
jak chlebem.
Przemarzniętą od znieczulicy
okryj ciepłym płaszczem łaski.
Tylko proszę…
Nie zostawiaj mnie samej
w zaułku ślepej ulicy,
gdzie suma moich strachów
jest odbiciem
założonej mi
przez obcych
maski.
Nie pozwól nikomu
mnie znów upokorzyć,
otwórz dla mnie serce,
schowaj palec boży.
Wskaż mi drogę w mroku,
zaprowadź do domu.
Pocałuj mnie w czoło
i urządź mi/mój s/pokój.

1448012325b216f7307da15182717d

Priorytet


Tak bym chciała
poczuć ciepło dłoni
i twój oddech…
Gdy będę znikać
z horyzontu zainteresowania
wspiąć się na górę
rosnących wątpliwości,
by w pewności szczycie
sprawić uśmiechem
zalotnie szerokim,
byś zabłądził
boskim błękitem marzeń
w moje dwa
mleczne i miękkie obłoki.
Tak bym chciała
w alabastrowej krasie
jakby mlekiem oblaną
stanąć na czarnej liście
priorytetów parnasie
i zaciągnąć się życiem
kibicią bujnie wydaną.

maliny prosto z krzaka

Ambrozja

Za paznokciami został ślad
niedopieszczonych fantazji,
więc spragnionymi rękoma
sięgasz po smaki ambrozji.
Maliny prosto z krzaka
– słodkie, choć spocone słońcem
i nęcący w nos zapach,
przez który szaleje serce.
Jednym spojrzeniem omiatasz
kosz zakazanych łakoci.
Ambrozję palcem wyjadasz,
by mój apetyt wyostrzyć.

MagnesAngel

Słoneczny ptak

Wśród sitowia codzienności
wyplatam gniazdo
z łatwopalnych myśli.

Stroszę kolorowe
nasączone emocjami pióra.
Potykam się o prozę
błądząc wzrokiem w chmurach.

Odlatuję, a Ty …

Próbujesz uchwycić
mgiełkę koronkowej duszy
roniąc sztuczne łzy,
by napełnić kielich
winem z niedojrzałych wzruszeń.

Słabe i cierpkie
jest to Twoje beaujolais.
W samo południe
rozćwierkanych skowronków
zagubiona wśród przeszłości cieni
kruszę kromkę wiary,
by w nadziei,
ścieżką wyjątku,
z prędkością gromu,
słoneczny ptak zabrał mnie
ognistym lotem do domu.

Myśli jak liście wirują na wietrze,
zapach miłości pieści
rozszerzone ciepłem nozdrza.

Zza siódmej chmury spoglądam na ludzi.

Nie czekaj na mnie!
Wrócę , gdy będziesz spał
i zatrzepoczę głośno skrzydłami,
tak by cię obudzić.

Zanim wyjdę z siebie
i obok cielistego kostiumu stanę
zamknij mnie na moment
w kokonie ciepłych dłoni
a potem…
spakuj moje sekrety
spal razem ze mną pełne żalu zeszyty,
odkryj początek w śmierci ukryty.

W codzienności sitowia,
gdy poszybuję w stronę Świtu
na ognistym ptaku,
Ty, lustro moje żalem rozbite
posklejaj
łzami radości w księżycowym nowiu.

MAGDALENA KAPUŚCIŃSKA

Pocztówki z piekła, czyli „PIÓRNIK PRZEMIAN” MONIKI MILCZAREK

Piórnik przemian - Monika Milczarek
Standardowy

Piórnik przemian” Moniki Milczarek to  starannie wyselekcjonowana mieszanka refleksji nad procesem transformacji duszy i transfuzji energii. Pudełko emocji aromatyzowanych chwilą ,ozdobione surrealistyczną wizją stanu emocjonalnego autorki podczas alchemicznego procesu transmutacji. Próba uwolnienia się  z piekła traumatycznych wspomnień. Na pozór lęk, niepokój i strach przed jutrem tworzą  wewnętrzny chaos, z którego rodzą się pięknie przemyślane wiersze:

„woła mnie / no chodź już! / ale nie jestem jeszcze gotowa/ odrostów nie ufarbowałam…”

 Dariusz Klimczak bardzo umiejętnie  wyolbrzymił kadrem migawki z życia autorki, co możemy dostrzec  już w samej okładce zbioru, która jest wytłuszczoną kropką nad „ i „   zadumy i refleksji nad wartością życia. Książka okraszona jest nietuzinkowymi  zdjęciami, które sprawiają przyjemne wrażenie, choć wieje od nich chłodem nastroju. Na okładce widnieje sylwetka autorki, nad której głową wyrastają dwa długie pióra  z palców wskazujących i uniesione jakby w tańcu godowym. Monika przypomina mi   ślepowrona, który wg słowiańskich wierzeń jest przewodnikiem dusz. Podobnie ona jest przewodnikiem dla czytelników o podobnych traumatycznych doświadczeniach, które sprowokowały ją do napisania wierszy i zamknięcia ich w tomiku. Poprzez poszczególne refleksje dostrzegamy dążenie podmiotu lirycznego (w tym przypadku autorki) do osiągnięcia harmonii. Autorka swoim piórem doskonale obrazuje emocje, które wiodą ją po ścieżkach alchemicznej przemiany.   

„…prawdę noszę na ustach jak tatuahż / zapisaną w archiwach chromosomów/ a ślepowron trzepocze we mnie skrzydłami/ nie pozwala zapomnieć…”

Każdy wers jest swoistą linią papilarną, która pozwala niczym z dłoni odczytać przeszłość autorki i nie trzeba być wcale  wróżką, cyganką czy adeptem nauki chiromancji. Umiejętnie dobrane metafory pomagają spojrzeć na problem z innego punktu widzenia niż ten stereotypowy. Można zaobserwować wyolbrzymienie osobistego dramatu. Tak oto opisuje siebie poetka:

„w błękicie oczu smutek zatopiony/ jak kotwica/ tkwi w głębinach duszy/ zakopany na dnie osobowości…”

Wiersze krzyczą bólem i kipią autoironią. Czuć  w  książce wyraźny dyskurs autorki z własnym duchem.

„…mam jeszcze twoje łzy we włosach/ wyciągnęłam cię z wanny krwi/ nie, nie podciełaś sobie żył/ to on wyrwał ci obrączkę wraz z sercem/ próbowałam cię reanimować/ umarłaś w moich ramionach/ tak cicho/ miałaś moją twarz/ a za oknem płonął welon.” (panna młoda)

Początkowo w dialogu przyjmuje ona rolę adepta życia, by  przejść cały bolesny proces przemian i stać się mistrzem własnego dzieła. Docenia ból, który uszlachetnił jej wnętrze dający kamień węgielny, który  w pierwotnej  formie jako balast   zmusza  do duchowej transformacji . Traumatyczne przeżycia, które ciążą niczym ołów  w bebechach stają się przyczyną upadku i końcem pewnego cyklu. Symboliczną śmiercią, która staje się przyczyną duchowego odrodzenia i narodzin nowej, silniejszej Moniki.  

„tętno w normie / źrenice reagują na światło/oddech stabilny/ szpik nadrabi a zaległości w produkcji krwi/ tym razem błękitnej…”

Naturalnie każda przemiana poprzedzona jest bolesnymi tarciami i ma swój odrębny  indywidualny  proces alchemiczny. Dlatego też wielu z nas  ze względu na lęk przed bólem i niepokój jaki nam towarzyszy w procesie uszlachetniania duszy nie dąży do  zwieńczenia procesu lecz poddaje się pułapkom własnego umysłu. Umysłu,  który by nas chronić przed cierpieniem więzi nas w początkowej  fazie cyklu.

Cierpienie, którego doświadczyła autorka uszlachetniło jej wnętrze, czego produktem ubocznym jest właśnie studiowany przeze mnie tomik poezji pt. „Piórnik przemian”.  Produkt uboczny to chyba właściwe słowa, bo z pewnością nie po to cały ten ból, by urodzić jedynie wiersz. Nie po to przebrnęła grzęzawiska życia, potykała się,  upadała, tytłała w brudach codzienności, by podzielić się własnymi (choć bardzo trafnymi) spostrzeżeniami lecz  by wstać, osuszyć oczy, umyć łzami drżące dłonie, podnieść się z kolan silniejsza, otrzepać płaszcz z błota i iść przed siebie. By narodziła się nowa istota, wcześniejsza, niedoskonała  musi umrzeć. Dziś, teraz…Właśnie to wiersz „Listopad” ukazuje nam zanurzenie się w chaosie, niszczenie dotychczasowej istoty, by ponownie się odrodzić w piękniejszej formie życia.

„ moje serce/ jak jesienny liść/ blaknie/ zwija się/ kruszy / i rozsypuje w pył / zimą będę bez serca.”

Wnętrzności poetki nadziane żalem ciążą i sprawiają, że ma kłopot z oderwaniem się od ziemi. Złe wspomnienia niczym żelazny łańcuch przywiązany do stóp hamuje dalsze kroki do rozwoju. Poezja dodaje skrzydeł, więc zostaje furtka ponad obłokami myśli. Moim zdaniem „Piórnik przemian”  jest  odkupieniem wolności i formą rozliczenia się z przeszłością, by zerwać z traumą. Kartkując książkę widać efekty. Pióro nabiera blasku i lekkości z każdą stroną wyzwalając ducha poezji z okowy przeszłości.

„… Ludzie mówią że tak ładnie mi w żałobie.”

Przez wersy kaskadami spływa błękitna krew i wcale tu nie chodzi o monarchiczne pochodzenie lecz odrodzenie duchowe autorki…

„z bratem nie łączy mnie nić DNA/  ale błękitna krew/ pępowina kabla telefonicznego/ i blizny w kształcie serca na nadgarstkach.”

Z godną pozazdroszczenia automotywacją potrafi znaleźć światełko w tunelu…

„ …skrzywiony/ ale nie złamany/ kręgosłup…”

Próbuje nazwać swoje empiryczne doznania ubiera je w ironiczny wydźwięk bajki:

„zbroję wykonałam własnoręcznie/ smoka pokonałam sama/ wiedźmę skróciłam o głowę/ a trolle zepchnęłam do fosy/ opuściłam zamek oddychając głęboko/ żadnych śladów końskich kopyt w sercu”

Tu, mamy  receptę jak wyłamać się z konwenansów i  zakorzenionych w naszych umysłach schematów, które dostajemy jako darmowy pakiet startowy w dniu naszego przyjścia na świat.  Gotowym przepisem jak pogodzić się ze światem i oswoić strach jest także wiersz „Potwór”. Człowiek, który niesie w sobie miłość, bożą iskrę jest w stanie znieść wszystko. Jest to sylwetka osoby, która jeszcze wczoraj bała się jutra, a dziś prowokuje przeznaczenie. To jeden z ulubionych przeze mnie wierszy w zestawie refleksji, który proponuje Monika Milczarek.

„…no dalej/ uderz/ w sam środek/ nie będę krzyczeć/ mam w ustach motyle”

Niektóre z wierszy są zimne, mroczne i wilgotne od łez. Budzą nieprzyjemne emocje, przykre wspomnienia i przypominają o marności życia. Jednak przyciągają niczym magnes ciekawe spojrzenia, powodując  dreszczyk i wzmożone skupienie. Czasem przypominają mi psychodeliczne wizje mistrza Beksińskiego, gdzie pierwsze skrzypce paradoksalnie gra czerpanie radości ze śmierci. Stawiając jednocześnie pytanie : – Czy śmierć może być pozytywnym zjawiskiem? Okazuje się, że  tak.

Wiersz „Ochroniarz” to opis osoby, która stoi przy nas pomimo wszystkich głupstw, których czasem ze słabości się dopuścimy. Różnie jest nazywany, to aniołem, to przyjacielem, czy ochroniarzem.  Każdemu objawia się inaczej. Ten z wiersza  przypomina osiłka i na co dzień nie bywa świętym ani aniołem, lecz sprawdza się w roli  stróża, troskliwego opiekuna.

„…aureolę zamienił na złoty łańcuch/ którym często wiąże mi nadgarstki/ gdy sięgam po żyletkę…”

Rozbawiła mnie wnikliwa obserwacja zachowania kota autorki. Raczej to nie empatia lecz umiejętność adaptacji i manifestowania się wewnętrznej prawdy w różnych formach, nie tylko człowieczej lecz i zwierzęcej. Ze skóry pięknej filigranowej blondynki o ogromnych lustrach duszy potrafi przybrać kombinezon spontanicznej nieokiełznanej kotki z kobiecą świadomością:

„ … bawi mnie gdy przez szybę/ próbuje łapać gwiazdy /i chyba mu się udaje/ bo czasami ma brokat na pazurach…”

Słono opłacone doświadczenia manifestują się przestrogą w poezji, która niczym perła zrodzona została z bólu. Krzykiem duszy  i kontrastem emocji  Monika Milczarek wywalczyła sobie nieśmiertelność w poezji. Czytając jej „Piórnik przemian”   pokusiłam się o literacki szkic jej twórczego portretu.

Dwujęzyczna wersja wydania jest doskonałym źródłem wiedzy i inspiracji dla czytelnika, który ma możliwość obcowania z poetyckim językiem i może poprzez głośną deklamację tego samego wiersza w dwóch różnych językach  sprawdzić czy utwór  nadal niesie tą samą energię, bądź   jest  zbliżona. W zależności od nastroju, bądź znajomości języka można je czytać w języku polskim, bądź w języku Szekspira.

„ …the apple wasn’t necessary/ to kill this love.”

“…jabłko nie było potrzebne/ aby zabić tę miłość”

 

Utwory zamknięte w „Piórniku przemian” to  poezja, która na pierwszy rzut oka uwodzi prostotą przekazu.  Jednak wcale tak nie jest. W głębinach przekazu zakotwiczone jest tam drugie dno do odszyfrowania dla oświeconych bądź zbliżonych doświadczeniami ludzi. Każde słowo złożone jest z potężnych atomów emocji ,  wokół których krążą w zależności od ładunku dodatniego czy ujemnego  cząstki elementarne  zdobytych doświadczeń  wspomnień. Mam nieodparte wrażenie, że jest to wzorowa autoterapia, która ma na celu odbudowanie własnej wartości i nabrania pewności siebie po życiowych perturbacjach i sercowych kontuzjach. 

Oczko do Moniki puszcza sam mistrz Kochanowski – szyderczo szepcząc: – „mądry Polak po szkodzie”. Mądrość życiowa   wyłania się z oparów doświadczeń dając cenną lekcję nie tylko samej autorce, lecz także każdemu, kto zaznajomi się z tomikiem. Uniwersalne prawdy wiszące niczym puenta nad każdym wierszem zachęcają czytelnika do wysnucia własnych wniosków, niekoniecznie zbliżonych do zamysłu autorki. To właśnie mnogość interpretacji jednego utworu świadczy o jego ponadczasowości.

Dlaczego zdecydowałam się poprowadzić Was po zakątkach wnętrza Moniki Milczarek ? Są dwa powody! Pierwszym z nich jest fakt, że naprawdę warto. Jest to wnętrze w którym doskonale się odnajduje i rozpoznaję z racji własnych doświadczeń i nabytej wiedzy. Na przykładzie tego zbioru ujęłam  filozoficzne  aksjomaty w realiach ludzkiego bytu, by przybliżyć czytelnikom, zarówno moim jak Moniki mistyczne aspekty naszej duchowej natury jak i ułatwić im głębsze interpretowanie poezji. Nie należy bowiem podchodzić do poezji w sposób błędnie wyuczony na lekcjach polskiego, odpowiadając na pytanie – „co poeta miał na myśli?” . Poezję należy czytać sercem, przez pryzmat własnego życia, by  odnaleźć w niej wskazówkę dla siebie i wysnuć wnioski odpowiednie do etapu życia jaki właśnie przerabiamy.

Drugi   powód narodził się samoistnie po zapoznaniu się z  wartościową lekturą posłowia do tomiku autorstwa Leszka Żulińskiego, który ugryzł tomik bardzo esencjonalnie (krótko, rzeczowo i na temat) pozostawiając u mnie krytyczny i naukowy niedosyt, tym samym dając mi literackie pole do popisu, by między wierszami odkryć coś więcej niż literacką twarz książki. Dziękuję za tę możliwość zarówno panu Żulińskiemu jak i Monice Milczarek.

Cuda zdarzają się tylko wtedy, kiedy w nie wierzymy. Oczarowana  poezją Moniki Milczarek  w cyberprzestrzeni  z  niecierpliwością czekałam na jej nowy tomik , a teraz kartkuje to cudo z zachwytem w oczach. Mój duch ucztuje dziś do syta. Dziękuję Moniko.

Polecam. Warto przestudiować.

MAGDALENA KAPUŚCIŃSKA

Piórnik przemian - Monika Milczarek

Piórnik przemian – Monika Milczarek

ISBN 978-83-926631-3-3 Wydawca - Sieradzkie Centrum Kultury / Sieradz 2017

ISBN 978-83-926631-3-3
Wydawca – Sieradzkie Centrum Kultury / Sieradz 2017